Przejdź do treści

Furia! Furia! Furioza! Jarociniak na planie filmu sensacyjnego o kibolach

Kiedy dowiedziałem się, że powstaje film o środowisku kibiców ultrasów, a w jedną z głównych ról wcieli się całkowicie „odmieniony” Mateusz Damięcki, zamarzyłem o tym, by choć na jeden dzień pojawić się na planie tej produkcji z aparatem w dłoni. Wszechświat był dla mnie trzy razy bardziej łaskawy.

Damian Andrzejewski

3 min czytaniaAktualizacja:

Furia! Furia! Furioza! Jarociniak na planie filmu sensacyjnego o kibolach
Reklama
UNDER_PHOTO · under_photo

Gdyby chcieć wyjaśnić jak do tego doszło, musiałbym cofnąć się w czasie o jakieś 7 lat. Opowieść zaczęłaby się w Teatrze Muzycznym w Poznaniu, w chwili spotkania z kilkuletnią, niepełnosprawną dziewczynką o imieniu Lena, którą miałem sfotografować w kostiumie baletnicy. To dzięki tej sesji poznałem pracowników teatru, a w efekcie kolejnych wizyt u nich, także Mateusza Damięckiego, który pomógł mi trafić na plan zdjęciowy Furiozy.

Dzień 1. Trudne początki

O ile dobrze pamiętam, pierwszego dnia na planie filmowym pojawiłem się w okolicy południa. Był piękny, słoneczny dzień, a ja w doskonałym humorze ruszyłem na spotkanie z przygodą. Na początku trochę niepewnie, ale z dużym zaciekawieniem przemieszczałem się po obiekcie w którym na dobre zadomowiła się już cała ekipa. Tony sprzętu, dziesiątki osób i ciągły ruch wstrzymywany co jakiś czas magicznym słowem „akcja”. Tak w wielkim skrócie można określić to co zobaczyłem na początku.

Reklama
ARTICLE_AD_1 · slot_art_1 (desk 11 / mobi 1)

Mateusz przedstawił mnie osobom, które musiały wiedzieć kim jestem, a z resztą ekipy zapoznałem się już sam. Miałem na to mnóstwo czasu, bo ten dzień wydawał się nie mieć końca. Jak się okazało, był to prawdopodobnie najbardziej wymagający dzień ze wszystkich z jakimi zmierzył się zespół realizatorów Furiozy. Zdjęcia zakończyły się o kilka godzin później niż wstępnie planowano. Miały na to wpływ zarówno sceny kaskaderskie, jak i te ze skomplikowaną choreografią w których głowni bohaterowie walczą o… Tu może się wstrzymam z opisem, by nie zdradzać istotnego wątku fabuły.

Nie pamiętam ile wykonałem zdjęć tego dnia, ale kilka z nich jest absolutnie wyjątkowych. Jednak to co dla mnie jest najważniejsze, to fakt, iż dokumentują unikatowy klimat tej, jak się okazuje, już niemalże kultowej produkcji.

Czytasz nas często?

Dodaj jarocinska.pl jako źródło w Google. Dzięki temu nasze lokalne wiadomości mogą częściej pojawiać się w Twoich wynikach.

Gdy opuszczałem plan, było coś w okolicach godz. 22.30. Nie był to jednak koniec pracy dla reszty ekipy. Tego dnia/nocy musieli dać z siebie więcej niż zwykle, ale w tej branży, podobno nie jest to zjawiskiem unikalnym. Praca filmowców do łatwych nie należy.

Dzień 2. Okiem fotografa

Kolejne spotkanie z realizatorami Furiozy miało miejsce w Grodzisku Mazowieckim i należało do dość spokojnych. Sceny uwzględnione w planie pracy, nie były bardzo wymagające technicznie, dzięki czemu można było zauważyć pewnego rodzaju rozluźnienie. Mateusz Damięcki (Golden) mimo sporego zmęczenia wynikającego z intensywności wcześniejszych dni zdjęciowych, miał doskonały humor i chętnie wchodził w interakcję z obiektywem mojego aparatu. Czuł się swobodnie, a to zaowocowało ciekawymi portretami na których, jak na moje oko, widać doskonale, jak mocno „wszedł” w rolę. On nie grał Goldena, on się nim stał.

Reklama
ARTICLE_AD_2 · slot_art_2 (desk 12 / mobi 2)

Dzień 3. Koniec

Mój ostatni dzień na planie Furiozy był jednocześnie ostatnim dniem realizacji tego filmu. Co, jak się okazało, nie było bez znaczenia. Każdy obecny na planie chciał dać z siebie 150%, a nawet więcej i było to wyczuwalne. Mimo trudnych scen zbiorowych umiejscowionych w pędzącym pociągu, wszystko szło gładko, a reżyser (Cyprian T. Olencki) wprawnie prowadził wszystkich w jednym kierunku. Każdy, kto widział Furiozę wie jak olbrzymie znaczenie dla bohaterów miały tamte fragmenty fabuły..

Przyznaję, że możliwość przyglądania się pracy ekipy filmowej, podczas realizacji najlepszego (w opinii wielu znawców tematu) filmu polskiego kina akcji ostatnich lat, to przygoda z rodzaju tych niezapomnianych. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że moje imię i nazwisko pojawia się w napisach końcowych.

W tym miejscu chciałbym pokusić się o pewną refleksję. Jeśli ktokolwiek z czytelników Gazety Jarocińskiej wątpił w siłę marzeń, to pragnę zapewnić, że marzyć warto i to na wielką skalę.

Kilkadziesiąt lat temu jako dziesięciolatek, stałem przed afiszami Kina „Echo” i przyglądałem się czarno-białym fotografiom z których emanowała ta cała hollywoodzka egzotyka. Tamtego dnia pomyślałem sobie, że fajnie byłoby kiedyś, robić zdjęcia na planie filmowym. No i stało się!

Reklama
ARTICLE_AD_3

Szanowni Internauci. Komentujcie, dyskutujcie, przedstawiajcie swoje argumenty, wymieniajcie poglądy - po to jest nasze forum i możliwość dodawania komentarzy. Prosimy jednak o merytoryczną dyskusję, o rezygnację z wzajemnego obrażania, pomawiania itp. Szanujmy się.

Udostępnij artykuł

Bądź na bieżąco

Najważniejsze wiadomości z Jarocina i okolic raz dziennie w Twojej skrzynce.

Więcej z regionu

Więcej

Polecane w sieci

Taboola · placeholder

Masz informację?

Coś ważnego dzieje się w Twojej okolicy?

Masz zdjęcie lub film? Daj znać naszej redakcji — sprawdzimy każdą informację z Jarocina i okolic.

Dziennikarz dyżurny · redakcja@jarocinska.pl

Komentarze7

  • Kasia_z_Cielczy · 12 min temu

    Byłam na miejscu, wszystko wyglądało dokładnie tak jak na zdjęciach.

    Redakcja jarocinska.pl · 5 min temu

    Dziękujemy za komentarz. Sprawdzimy to i zaktualizujemy tekst, gdy tylko będziemy wiedzieć więcej.

  • Stały czytelnik · 2 godz. temu

    Mam nadzieję, że ktoś z urzędu to przeczyta i wyciągnie wnioski.

  • Mieszkanka Jarocina · 3 godz. temu

    Szkoda tylko, że informacja pojawiła się tak późno. Mogliście dać znać wcześniej.