Przejdź do treści
jarocinska.pl

OdeszliJarocin

Jarocińska Lista Nieobecnych 2025. Galeria wspomnień [ZDJĘCIA]

Szybko minęły miesiące od chwili publikacji ostatniej “Listy Nieobecnych 2024” - wspomnień o zasłużonych i znanych ludziach, którzy odeszli od nas na zawsze. Znowu nadszedł kolejny 2 listopada, w naszej tradycji czas powrotu pamięcią do zmarłych. Przede wszystkim wspominamy naszych najbliższych, bo ich brak wywołuje szczególny ból, pustkę w naszych sercach. Rok 2025 jest też rokiem szczególnym. Przypadają w nim rocznice śmierci osób zasłużonych dla Ziemi Jarocińskiej.

Piotr Piotrowicz

2 min czytania20 zdjęćAktualizacja:

W tym roku przypadają rocznice śmierci osób zasłużonych dla Ziemi Jarocińskiej. Te rocznice są też okazją, by o tych ludziach wspomnieć, pomóc naszej pamięci w odnalezieniu ich miejsca na historycznej osi czasu tworzonej dla naszej Małej Lokalnej Ojczyzny.

28 sierpnia 2025 roku minęło dokładnie ćwierć wieku od śmierci Antoniego Janusza, lotnika i baloniarza, zwycięzcy Zawodów o Puchar Gordona Bennetta w roku 1938, najważniejszych zawodów balonowych na świecie. Wygraną załodze Antoni Janusz i Franciszek Janik dał przelot na niewiarygodną odległość 1.682 kilometrów. Podpułkownik Antoni Janusz był związany z Jarocinem, gdzie ukończył szkołę podstawową. Zgodnie z jego ostatnią wolą pochowano go na Cmentarzu Parafialnym w Jarocinie.

Z kolei 105 lat temu odbyła się Wielka Bitwa Warszawska, zwyczajowo nazywana “Cudem nad Wisłą”. Wśród walczących z bolszewikami nie zabrakło mieszkańców Ziemi Jarocińskiej. Według dostępnych danych, w całej wojnie z bolszewikami poległo 46 mieszkańców Jarocina i okolic. Ich nazwiska opublikowaliśmy w numerze 36. “Gazety Jarocińskiej” z 2 września 2025 r.

W roku 2025 zmarł także papież Franciszek. Odszedł na zawsze w Poniedziałek Wielkanocny - 21 kwietnia. o godz. 7.35 w Domu Świętej Marty, a jeszcze w niedzielę udzielił wielkanocnego błogosławieństwa. Kardynał Jorge Mario Bergoglio z Argentyny został wybrany podczas konklawe 13 marca 2013 roku, po abdykacji Benedykta XVI. Imię przyjął na cześć św. Franciszka z Asyżu. Był pierwszym jezuitą na Tronie Piotrowym i pierwszym papieżem z Ameryki Południowej.

Katyń jest dla każdego Polaka wspomnieniem niewyobrażalnego mordu, cierpienia narodowego i sygnałem, że każdy totalitarny system - komunizm, nazizm i wszelkie ich odmiany i modyfikacje - jest groźny dla ludzi. 85 lat temu w Katyniu, Kozielsku, Starobielsku i na wyspie jeziora Seliger koło Ostaszkowa Sowieci wymordowali, według dostępnych danych, 21 857 osób. Wśród nich byli mieszkańcy Ziemi Jarocińskiej.

W tym miejscu należy wspomnieć jeszcze jedną rocznicę - 65 lat od śmierci Jana Majerowicza, pierwszego wydawcy "Gazety Jarocińskiej”, która przypadła 15 marca. Redaktora Majerowicza przypomnieliśmy w okolicznościowym tekście opublikowanym w numerze 12. z 25 marca 2025 r.

Newsletter jarocinska.pl

Najważniejsze wiadomości z Jarocina prosto na Twoją skrzynkę

  • Raz dziennie, rano — 5 najważniejszych informacji z powiatu
  • Utrudnienia, komunikaty i wydarzenia, zanim wyjdziesz z domu
  • Bez spamu. Wypiszesz się jednym kliknięciem

Tak wygląda dzisiejsze wydanie

  1. 1.Jest decyzja biskupa. Nasz proboszcz został kapelanem samorządowców
  2. 2.Najlepsi absolwenci szkół średnich nagrodzeni. Kto znalazł się w tym gronie i jaką nagrodę dostał? [ZDJĘCIA]
  3. 3.Jest ostrzeżenie dla mieszkańców powiatu jarocińskiego. Zacznie się już po południu

Czytasz nas regularnie?

Dodaj jarocinska.pl jako preferowane źródło w Google

Dzięki temu nasze lokalne wiadomości będą częściej pojawiać się w Twoich wynikach wyszukiwania i w Google News.

Photostory

20 zdjęć
Pomiń galerię ↓
  1. Wiktor Binkowski (1930-2024)Nauczyciel, wieloletni dyrektor „jedynki” - najpierw jako Technikum Przemysłu Drzewnego, a później Zespołu Szkół Zawodowych nr 1. Był także zaangażowanym działaczem społecznym. W latach 1998-2002 pełnił funkcję radnego i wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej w Jarocinie. Wiktor Binkowski urodził się w 1930 roku w Jarocinie, ale szkołę podstawową ukończył w Warszawie. Maturę zdał w 1961 roku w Liceum Ogólnokształcącym w Jarocinie, Był też jednym z założycieli Stowarzyszenia Absolwentów i Wychowanków Państwowego Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki w Jarocinie. Z uwagi na to, że jego rodzina znalazła się wśród osób wypędzonych w 1939 roku z rodzinnego miasta do Opoczna, angażował się również w działalność stowarzyszenia propagującego wiedzę na temat tych mało znanych wydarzeń z początku II wojny światowej. Studiował na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu na wydziale filozoficzno-historycznym o kierunku pedagogicznym. Temat jego pracy magisterskiej brzmiał: „Praktyka w opinii uczniów szkół zawodowych miasta Jarocina”. Przed przejściem na emeryturę w 1992 roku, przez 19 lat pełnił funkcję dyrektora - najpierw Technikum Przemysłu Drzewnego, a po zmianie nazwy Zespołu Szkół Zawodowych nr 1 w Jarocinie. Wykładał też socjologię w Państwowym Ośrodku Kształcenia Bibliotekarzy. Należał do Związku Nauczycielstwa Polskiego. Za swoją działalność oświatową i społeczną był wielokrotnie odznaczany. Otrzymał między innymi Złoty i Srebrny Krzyż Zasługi oraz Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. W wyborach samorządowych w 1998 roku wystartował z listy SLD. Został wtedy radnym i objął funkcję wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej w Jarocinie. Nie był to jego debiut, bowiem przed 1989 rokiem był dwukrotnie radnym. Przez wiele lat przewodniczył też osiedlu Stare Miasto w Jarocinie. Interesował się łowiectwem (należał do Polskiego Związku Łowieckiego ) oraz turystyką. Kolekcjonował broń białą i palną, a wolny czas lubił spędzać na wędrówkach i polowaniach. O swojej pasji pisał nawet kilkukrotnie artykuły na łamach „Gazety Jarocińskiej”. Jego żona Krystyna również uczyła w ZSP nr 1 w Jarocinie. Wiktor Binkowski był ojcem dwóch córek: Katarzyny i Moniki. Doczekał się również wnuków. Zmarł 19 grudnia w wieku 94 lat. O śmierci swojego wieloletniego dyrektora poinformowała następnego dnia rano w mediach społecznościowych dyrekcja Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 1 w Jarocinie. Pod informacją pojawiło się wiele komentarzy z kondolencjami. „Nie mogę uwierzyć. Pana Wiktora zapamiętam jako ciepłego, inteligentnego człowieka. Kiedy przychodziłem do pani Krysi na korki, zawsze witał mnie szczerym uśmiechem. To dla Jarocina ogromna strata. Czekałem, aż wydobrzeje, bo odkąd go znałem, mimo sędziwego wieku, był w świetnej formie. Liczyłem na niejedną wspólną rozmowę, na jeszcze niejeden uśmiech. Będzie nam Pana bardzo brakowało” - napisał Tadeusz Łuczak, bloger, autor cyklu „Perspektywa Tadeusza”. Ostatnie pożegnanie odbyło się w poniedziałek (23 grudnia). Msza święta żałobna odprawiona została w kościele św. Marcina. Wiktor Binkowski spoczął na Cmentarzu Parafialnym w Jarocinie.
  2. Barbara Ciesielska (zmarła w 2024 r.)Nauczycielka języka polskiego w jarocińskich szkołach średnich oraz w Państwowym Ośrodku Kształcenia Bibliotekarzy, którego także była wicedyrektorem. W poruszający sposób Barbarę Ciesielską pożegnał na łamach “Gazety Jarocińskiej” w numerze 46. z 12 listopada 2024 r. Paweł Piekarski, pierwszy dyrektor Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Jarocinie. To jego fragment: Lekcje z nią były swego rodzaju ucztą duchową, spotkanie z Kimś, kto właśnie - przywołując wcześniej użytego określenia - ex cathedra, a więc w sposób dobitny i szczególny stawał i trwał w obronie pięknego słowa, które dzisiaj tak łatwo staje się profanum. Pamiętam jej radość i satysfakcję, gdy po jej przygotowaniu z języka polskiego, jedna z maturzystek w 1996 roku, Tatiana Idczak napisała pracę maturalną, która w konkursie na najlepszą pracę z tegoż języka, zajęła drugie miejsce i wyróżnienie w dawnym województwie kaliskim. Spotkania z „damą” literatury były również i dla nas czymś w rodzaju depozytu... I chyba zasadne i jakże adekwatne są słowa Seneki, że jej praca, jako wspaniałego nauczyciela była „dobrodziejstwem” dla innych ludzi: dla wielu, dla licznych i dla najbliższych... Warto jednak wrócić do całego tekstu. Uroczystości pogrzebowe Barbary Ciesielskiej odbyły się w sobotę 9 listopada 2024 na Cmentarzu Parafialnym w Jarocinie.
  3. Stanisław Gabryelczyk (1937-2025)Nauczyciel, wieloletni dyrektor Szkoły Podstawowej w Jaraczewie. Urodził się 13 stycznia 1937 roku w Bułakowie (powiat gostyński, gmina Pogorzela). Ukończył Liceum Ogólnokształcące w Koźminie Wlkp. W ostatniej klasie dojeżdżał też do Jarocina na lekcje przygotowujące do zawodu nauczyciela. Z uwagi na dobre wyniki mógł wybrać szkołę, w której miał rozpocząć pracę we wrześniu 1955 roku. Zdecydował się na Jaraczewo. W odręcznie pisanych wspomnieniach, które po sobie pozostawił, zaznaczył, że początki były trudne, a wymagania duże. Zajmował się również działalnością harcerską. W 1958 roku otrzymał powołanie do służby wojskowej i w kwietniu 1958 roku trafił do jednostki wojskowej w Żaganiu. Z wojska wrócił 31 października 1959 roku, a od listopada podjął z powrotem pracę w szkole w Jaraczewie. W 1961 roku został przyjęty do Studium Nauczycielskiego w Toruniu. Rozpoczął studia zaoczne z biologii. Dyplom uzyskał w maju 1964 roku. Uczył nie tylko w miejscowej podstawówce, ale również w szkole rolniczej, która była filią technikum w Tarcach. Cały czas zdobywał nowe kwalifikacje. W 1973 roku rozpoczął studia zaoczne na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 1977 roku uzyskał tytuł magistra. Jego praca dyplomowa dotycząca flory z doliny Obry (zebrał do niej aż 546 roślin) została oceniona na bardzo dobrą. W 1975 roku został powołany na stanowisko zastępcy gminnego dyrektora szkół. Trzy lata później rodzina przeprowadziła się z Jaraczewa do Jarocina. W 1980 roku ukończył studia podyplomowe dotyczące zarządzania oświatą. Po uzyskaniu dyplomu mógł przystąpić do egzaminu na II stopień specjalizacji zawodowej. W tamtym okresie był jedynym nauczycielem w gminie Jaraczewo, który mógł się pochwalić takim osiągnięciem. Z początkiem września 1982 roku został powołany na dyrektora Zbiorczej Szkoły Gminnej w Jaraczewie. Do pełnienia tej funkcji był - jak sam wspominał - dobrze przygotowany, ponieważ już wcześniej ukończył kurs dla dyrektorów, a także odbył praktyki w szkołach w Kotlinie i Nowym Mieście. Franciszek Gabryelczyk na emeryturę przeszedł w 1994 roku, ale nadal pracował jeszcze jako nauczyciel w Jaraczewie i Rusku. O jego ostatnim zakończeniu roku szkolnego jako dyrektora jaraczewskiej podstawówki informowała „Gazeta Jarocińska". W 2015 roku wraz z żoną świętował 50. rocznicę ślubu. Doczekał się również wnuka - Filipa. Zmarł 2 lipca w wieku 88 lat. Uroczystości żałobne odbyły się w sobotę 5 lipca w Jarocinie. Rozpoczęły się mszą świętą w kościele św. Marcina, a pogrzeb miał miejsce na cmentarzu komunalnym. Swojego byłego dyrektora pożegnała w mediach społecznościowych dyrekcja, rada pedagogiczna, uczniowie i rodzice z Jaraczewa. Pod informacją pojawiło się wiele komentarzy, w których składano kondolencje rodzinie, ale i wspominano zmarłego: „Odszedł Człowiek, który miał ogromny wpływ na moje życie. To dzięki Panu Dyrektorowi odnalazłem kierunek swojej edukacyjnej i zawodowej drogi. Jego życzliwość i wiara w młodych ludzi pozostaną ze mną na zawsze".
  4. Albina Gruszczyńska (1931-2025)Nauczycielka języka polskiego, wieloletnia wicedyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 w Jarocinie. Zmarła w sobotę 18 stycznia 2025 r., tydzień po swoich 94. urodzinach. Albina Gruszczyńska urodziła się w wielodzietnej rodzinie chłopskiej we wsi Jodłowa, niedaleko Jasła, na tzw. „pańskich polach". Z domu do wsi prowadził kilometr gliniastej, rozjeżdżonej drogi. To w surowych warunkach dzieciństwa jej mama, Stanisława, zaszczepiła w niej miłość do książek i literatury. Czas szkolny przypadł na lata wojny, pełne przeżyć niezrozumiałych dla dziecka. Prześladowania sąsiadów Żydów, uciekinierzy z zachodniej Polski znajdujący schronienie w ich małym, drewnianym domu, a potem wejście Rosjan. W tych trudnych realiach zdobywała wiedzę, mimo strachu, że ktoś doniesie. Lekcje odbywały się w kościele, gdzie dzieci siedziały na zimnej, kamiennej posadzce i miały jedną książkę na całą grupę - każdy marzył, by zabrać ją do domu choć na jeden dzień. Po wojnie kontynuowała naukę. W Jodłowej zdała maturę w liceum. Jako jedyna w rodzinie, i to wbrew woli ojca, postanowiła pójść na studia. W sukience w groszki podarowanej przez starsze siostry i gumiakach wyruszyła do Krakowa. Tam ukończyła Wyższą Szkołę Pedagogiczną i rozpoczęła pracę jako nauczycielka języka polskiego w Ostrowcu Świętokrzyskim. Dyplom magistra zdobyła, łącząc wychowanie dzieci z pracą zawodową. Dzięki własnej determinacji i wsparciu dobrych ludzi, których często spotykała na swojej drodze, spełniała marzenia. Z mężem, poznanym na studiach w Krakowie, przeniosła się do Jarocina, gdzie przez wiele lat pracowała jako nauczycielka i wicedyrektorka w Szkole Podstawowej nr 2. Była przede wszystkim polonistką z powołania. Kochała swoją pracę i dzieci, które uczyła. Choć była surowa i wymagająca, uczniowie ją uwielbiali. Do dziś wielu pamięta jej nauki: że „nie uderzył się w stół, tylko o stół" albo że „on to nie rzeczownik, ale zaimek rzeczowny”. Wielu z nich odwiedzało ją przez lata. Wychowała i wykształciła czworo dzieci, z których była niezwykle dumna. Doczekała się również dziesięciorga wnuków i aż trzynaściorga prawnuków. Jak wspominają jej bliscy, zawsze miała dla nich czas. Nie było dla niej nigdy problemem ugotowanie dwóch rodzajów klusek czy wyczarowanie „najlepszej na świecie zupy". Najmłodsi mogli zawsze liczyć na jej pomoc w zadaniach domowych, w naprawieniu misia, uszyciu sukienki czy wysłuchania żali i zwierzeń. „Była nie tylko pedagogiem, troskliwą matką i ukochaną babcią, ale także piękną i elegancką kobietą, która lubiła podróże, teatr i koncerty. Spędzała chwile na ukochanej działce, uczestniczyła w zajęciach Jarocińskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Miała wielu przyjaciół, którzy zawsze o niej pamiętali. Pozostawiła po sobie ogromną pustkę, ale także piękne wspomnienia i wartości, które przekazała swoim życiem. Na zawsze pozostanie w sercach tych, których inspirowała, uczyła i wspierała - zarówno w rodzinie, jak i wśród uczniów, przyjaciół i wszystkich, którzy mieli szczęście ją poznać" - napisała we wspomnieniu wnuczka, Olga Kubicka. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w piątek 24 stycznia. Została pochowana na jarocińskim cmentarzu parafialnym.
  5. Bronisław Hyżorek (1942-2025)Nauczyciel muzyki w Szkole Podstawowej w Nowym Mieście, dyrygent zespołów chóralnych, działacz społeczny, zasłużony szczególnie w obszarze życia kulturalnego gminy. Urodził się 12 września 1942 roku, dzieciństwo spędził w Cielczy, gdzie ukończył szkołę podstawową. W 1960 roku zdał maturę w Liceum Ogólnokształcącym w Jarocinie, a potem kontynuował naukę w Studium Nauczycielskim w Poznaniu na kierunku muzyka i śpiew. Muzyką interesował się od najmłodszych lat i temu zamiłowaniu pozostał wierny przez całe swoje życie. Od 1963 roku pracował w Szkole Podstawowej w Nowym Mieście nad Wartą. Był założycielem i dyrygentem wielu zespołów: chórów “Dominus Cantemus” i “Bel Canto”, zespołów ludowych “Laskowiacy” i “Chociczanie”, zespołu “Złota Jesień”. Prowadzone przez niego grupy zdobywały wiele nagród, w tym Srebrne i Brązowe Kamertony w Ogólnopolskim Konkursie Chórów A Capella w Bydgoszczy i wielu innych konkursach chóralnych. Bronisław Hyżorek był też mocno zaangażowany w działalność ZHP, dochodząc do stopnia podharcmistrza. W 2013 roku przyznano mu tytuł Honorowego Przyjaciela Harcerstwa. Żegnając swojego druha, harcerze napisali: Każde ognisko i festiwal z Tobą były tymi najlepszymi. Wychowałeś nas muzycznie, uczyłeś tych najlepszych wartości i wrażliwości na muzykę i świat. Bronisław Hyżorek przez wiele lat był także organistą kościoła pw. Świętej Trójcy w Nowym Mieście. Tam też 9 września odbyła się msza święta po jego śmierci trzy dni wcześniej. Miał prawie 83 lata. Został pochowany na cmentarzu w Nowym Mieście.
  6. Włodzimierz Jankowski (1948-2025)Muzyk, współzałożyciel legendarnego jarocińskiego zespołu “Kwiaty”. W lipcu 2025 obchodziłby 77. urodziny. Należał do ekipy klubu „Olimp”, która w 1970 roku zorganizowała po raz pierwszy Wielkopolskie Rytmy Młodych. To ta impreza dała podwaliny pod słynny rockowy festiwal w Jarocinie. Po śmierci Włodzimierza Jankowskiego, w mediach społecznościowych pojawiło się wiele wpisów. Robert Kaźmierczak, sekretarz gminy Jarocin przytoczył między innymi informacje uzyskane od Zbigniewa Schaedla, lidera “Kwiatów”, który opowiadał: - Włodek z bratem Zbyszkiem odwiedzili w 1967 roku Zbyszka Schaedla i zaproponowali założenie zespołu. Mieli już nazwę, pierwszy tekst autorstwa Zbigniewa Jankowskiego i muzykę napisaną przez Włodzimierza Jankowskiego. Utwór nazywał się „Kwiaty na śniegu” i powstał w mieszkaniu przy ulicy Tadeusza Kościuszki 22. Tam bracia Jankowscy tworzyli. Rolą Zbyszka Schaedla było wykonanie aranżacji”. Tą piosenką zespół zaczynał każdy swój koncert. Swojego starszego kolegę z zespołu „Kwiaty” pożegnał również pochodzący z Jarocina Lech Krychowski. Na swoim profilu facebookowym napisał, że Włodzimierz Jankowski używał pseudonimu artystycznego „Lotar”. Znajdował się na ręcznie pisanych plakatach zapraszających na „fajfy” do bursy gimnazjalnej, gdzie grali z zespołem „Kumotry”. Później, gdy na początku lat siedemdziesiątych razem z Marianem Szymenderą tworzyli zespół „Co kto lubi”, zaprosili do współpracy Zbigniewa Jankowskiego. "Zakupiliśmy w Wolsztynie dobrą jak na tamte czasy aparaturę nagłaśniającą. Brakowało nam kamery pogłosowej, o czym wówczas amatorskie zespoły mogły sobie tylko pomarzyć. Zbyszek Jankowski przyprowadził na próbę zespołu brata Włodka, który był świetnym elektronikiem i po krótkiej rozmowie Włodziu oświadczył, że własnoręcznie zrobi nam potrzebną kamerę. Potrzebował do tego magnetofonu ZK 240. Kupiliśmy taki magnetofon i po kilku tygodniach mieliśmy urządzenie, które posiadało sterowany efekt echa. Włodek osobiście podpiął urządzenie do wzmacniacza i je uruchomił. Efekt rewelacyjny! W tamtych latach mogliśmy szpanować, występując na wielu scenach w kraju i za granicą. W czasach, gdy kierowałem biurem organizacyjnym Wielkopolskich Rytmów Młodych, Włodek bezinteresownie służył fachową pomocą w awaryjnych sytuacjach sprzętu elektronicznego zespołów uczestniczących w imprezie. Żegnaj Włodku, dobry kolego, świetny muzyku i elektroniku” - napisał Lech Krychowski. Pogrzeb Włodzimierza Jankowskiego odbył się na cmentarzu komunalnym w Jarocinie. W tym dniu po 50 latach wykonany został odnaleziony - dzięki determinacji Roberta Kaźmierczaka, Zbigniewa Schadela i Adama Martuzalskiego - utwór „Kwiaty na śniegu”. Nagrał go wnuk zmarłego Eryk, który w czasie pogrzebu z głęboką wdzięcznością podziękował dziadkowi za pasję do muzyki, którą od niego odziedziczył.
  7. Elżbieta Kasprzak (1963-2025)Nauczycielka, przez 10 lat dyrektorka Szkoły Podstawowej w Górze. Urodziła się 30 października 1963 r. w Jarocinie. W czerwcu 1987 roku uzyskała tytuł magistra bibliotekoznawstwa i informacji naukowej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Z początkiem roku szkolnego 1987/88 podjęła pracę w Szkole Podstawowej w Górze na stanowisku bibliotekarki. W latach 2008-2018, czyli przez dwie kadencje, była dyrektorem tej placówki. Również w 2008 roku otrzymała stopień nauczyciela dyplomowanego. Zajmowała się nie tylko biblioteką, ale uczyła też historii. Za swoją pracę była wielokrotnie wyróżniana i nagradzana. Zmarła nagle 21 lutego, w wieku 62 lat. Była cały czas aktywna zawodowo. O śmierci nauczycielki, która całe swoje życie związała z podstawówką w Górze, poinformowała w mediach społecznościowych dyrekcja szkoły: „Z wielkim bólem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Pani Elżbiety Kasprzak - naszej serdecznej Koleżanki, wspaniałej Nauczycielki i Wychowawczyni, dyrektorki szkoły w latach 2008-2018. Pozostanie na zawsze w pamięci przyjaciół, wdzięcznych uczniów, rodziców i nauczycieli. Łącząc się w żałobie, składamy wyrazy współczucia Rodzinie” - napisano w treści kondolencji zamieszczonych na facebooku. Pod informacją pojawiło się wiele komentarzy: „Pamiętam Panią Elę, jak zaczynała pracę w Górze, w bibliotece szkolnej. Niezwykle miła, otwarta na potrzeby uczniów osoba" - napisał na fb Bartosz Nawrocki, były uczeń i redaktor naczelny „Gazety Jarocińskiej". - Odeszła od nas wspaniała nauczycielka, wychowawczyni, serdeczna koleżanka i przede wszystkim dobry człowiek. Zawsze była wzorem pracowitości, chętnie podejmowała dodatkowe zadania. Kochała pracę, a dobro dziecka było dla niej najważniejsze - wspominała Anna Kanafa, dyrektorka Szkoły Podstawowej w Górze. Elżbieta Kasprzak została pochowana na cmentarzu parafialnym w Górze we wtorek 25 lutego.
  8. Stanisław Kędziora (1934-2025)Nauczyciel geografii i przysposobienia obronnego w Technikum Przemysłu Drzewnego w Jarocinie, gdzie pracował od 1963 roku. Był jednym z animatorów wybudowania przy szkole krytej strzelnica. W internacie, zlokalizowanym przy samej szkole, był także wychowawcą młodzieży. Stanisław Kędziora urodził się 26 kwietnia 1934 roku we Wrześni. W 1953 roku, jako absolwent Państwowego Liceum Pedagogicznego w Poznaniu, rozpoczął swoją nauczycielską drogę w Szkole Podstawowej w Ściennym na Pomorzu Zachodnim. W 1962 roku ukończył studia magisterskie na Wydziale Geografii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Gdańsku. W tym samym czasie objął również stanowisko podinspektora szkolnego we Wrześni. Po ponad dwudziestu latach pracy w technikum, w 1975 roku został powołany na stanowisko wizytatora metodyka przysposobienia obronnego w Kuratorium Oświaty i Wychowania w Kaliszu. Cały czas prowadził jednak zajęcia z młodzieżą. Ukończył studium podyplomowe dla wizytatorów, a w 1984 roku uzyskał trzeci, najwyższy, stopień specjalizacji zawodowej. Jako wizytator i metodyk dużo czasu poświęcał doskonaleniu bazy dydaktycznej. Propagował sporty obronne oraz wiedzę z zakresu obrony cywilnej. Dzięki jego zaangażowaniu drużyny z nadzorowanego przez niego rejonu wielokrotnie zdobywały najwyższe miejsca w konkursach i zawodach. Za swoją działalność w dziedzinie wojskowości otrzymał stopień majora, a za osiągnięcia w pracy dydaktyczno-wychowawczej został odznaczony m.in.: Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi i Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Na emeryturę przeszedł w 1991 roku. „Przez wiele lat z pasją i zaangażowaniem uczył geografii, zarażając młodzież pasją do turystyki. Organizował rajdy i obozy wędrowne, które dla wielu uczniów były niezapomnianymi przygodami i lekcjami życia. Propagował sporty obronne oraz wiedzę z zakresu obrony cywilnej. Dzięki jego zaangażowaniu drużyny z nadzorowanego przez niego rejonu wielokrotnie zdobywały najwyższe miejsca w konkursach i zawodach. Z jego inicjatywy i pod jego kierunkiem powstała przy szkole, jedyna wówczas w województwie, kryta strzelnica do broni małokalibrowej" - napisano we wspomnieniu zamieszczonym na fanpage'u Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 1 w Jarocinie. Stanisław Kędziora odszedł 9 sierpnia. Msza święta żałobna została odprawiona w środę w kościele św. Antoniego Padewskiego w Jarocinie. Spoczął na jarocińskim Cmentarzu Komunalnym. Miał 91 lat.
  9. ks. kanonik Janusz Buduj (1963-2025)Proboszcz parafii św. Wojciecha w Rusku. Posługę duszpasterską na Ziemi Jarocińskiej pełnił od 2019 roku. Po święceniach kapłańskich, które przyjął w 1989 roku, był wikariuszem w parafii św. Wawrzyńca w Koźminie, w Poznaniu (na Piątkowie), Lesznie i znów w Poznaniu (na Rynku Wildeckim). Przez rok był dyrektorem ośrodka rekolekcyjnego w Rościnnie k. Skoków. Następnie był przez 6 lat dyrektorem administracyjnym w Wyższym Seminarium Duchownym w Poznaniu, a potem pełnił posługę w Kiekrzu. Po raz pierwszy proboszczem został w Bojanowie, w którym jako młody chłopak uczęszczał do technikum. Po półtora roku został kapelanem w szpitalu klinicznym na ul. Stolarskiej w Poznaniu. Pierwszą wiejską parafią, jaką objął, był Wonieść. Po 4 latach, w 2019 roku, przyszedł do kolejnej wiejskiej parafii - św. Wojciecha w Rusku. Dzięki staraniom księdza kanonika Janusza Buduja udało się pozyskać prawie pół miliona złotych na renowację zabytków ruchomych znajdujących się w kościele. Pod koniec maja znalazł się w stanie krytycznym w szpitalu. Parafianie wiele razy gromadzili się na modlitwie w jego intencji. Zmarł w wieku 62 lat. Informacja o śmierci kapłana pojawiła się w mediach społecznościowych. „To był dobry, rozmodlony ksiądz. Pomocny dla każdego, otwarty na ludzi. Dobry proboszcz. Każdego wysłuchał, służył radą” - wspominał zmarłego proboszcza jeden z parafian. Uroczystości żałobne odbyły się w środę 9 lipca w parafii św. Wojciecha w Rusku. Dzień później ksiądz kanonik Janusz Buduj został pochowany w Rawiczu na cmentarzu parafialnym.
  10. Jerzy Kwiatkowski (1949-2025)Nauczyciel fizyki i matematyki w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 w Jarocinie. W placówce tej pracował w latach 1974-2010. W historii szkoły zapisał się jako dobry nauczyciel i wychowawca, a w pamięci uczniów jako osoba sprawiedliwa i wyrozumiała. Cierpliwie tłumaczył im matematyczne i fizyczne zawiłości. Zawsze miał czas dla swoich wychowanków. Potrafił dostrzec to, że któryś z uczniów mierzy się z problemem i pomagał mu go rozwiązać. Współpracownicy zapamiętają Jerzego Kwiatkowskiego jako człowieka niezwykle życzliwego i uczynnego. „Nigdy nie przeszedł obojętnie obok osoby potrzebującej pomocy. Choć sam, ze względu na obowiązki zawodowe i rodzinne, nie miał zbyt wiele wolnego czasu, zawsze potrafił wygospodarować kilka godzin, aby pomóc komuś, kto w danej chwili wymagał wsparcia. Jerzy Kwiatkowski pozostanie w naszej pamięci jako wyjątkowy nauczyciel, wspaniały kolega i niezwykły w swej dobroci człowiek” - można przeczytać we wspomnieniu zamieszczonym w mediach społecznościowych. Zmarły miał wiele pasji. Do najważniejszych należały harcerstwo i muzyka. Przez wiele lat był instruktorem harcerstwa. W latach 1987-1988 pełnił funkcję komendanta Hufca ZHP w Jarocinie. Uczniowie i współpracownicy zapamiętają go również jako człowieka o artystycznej duszy. Prowadził zespół muzyczny, bez którego nie mogła się odbyć żadna szkolna uroczystość. Napisał też muzykę do szkolnego hymnu. „Prowadził szkolny zespół muzyczny... I to z wielką pasją! Z Panem profesorem przygotowywaliśmy swego czasu wszystkie apele i uroczystości. Pamiętam, jak przyniósł mi swój prywatny metronom i kazał ćwiczyć. Zawsze powtarzał: „Dobrze, Marcin, dobrze, ale jeszcze musisz to przećwiczyć". Wymagający, ale sprawiedliwy. Kiedyś po próbie widział, że siedzę na korytarzu, bo nie było autobusu do domu, to najpierw wziął mnie do pokoju nauczycielskiego na herbatę, a później zaproponował podwiezienie. Był dobrym nauczycielem i jeszcze lepszym człowiekiem” - wspominał Marcin Wawrzyniak, jeden z uczniów nieżyjącego pedagoga. Jerzy Kwiatkowski zmarł 20 stycznia 2025 r. w wieku 76 lat. Został pochowany na Cmentarzu Komunalnym w Jarocinie.
  11. Jan Lipiński (1935-2025)Nauczyciel chemii w jarocińskiej “dwójce”. Rozpoczął swoją pracę w Zespole Szkół Ponadpodstawowych nr 2 w Jarocinie w roku 1973. Już wtedy dał się poznać jako człowiek niezwykle kompetentny, a zarazem wymagający i sprawiedliwy. W latach 1978-1984 pełnił funkcję wicedyrektora, a w latach 1984-1990 - dyrektora szkoły. Po przejściu na emeryturę nie rozstał się z edukacją - przez kolejne siedem lat uczył chemii. Był wzorem zdyscyplinowania, sumienności i rzetelności. Każde powierzone mu zadanie realizował z najwyższą starannością, a obowiązki wypełniał wzorowo. Młodzież uczył nie tylko przedmiotu - uczył życia. Od swoich uczniów wymagał punktualności, pracowitości, kultury języka. Jego metody nauczania były nowatorskie, a odczyty z zakresu metodyki nauczania chemii stanowiły cenne źródło inspiracji dla innych nauczycieli. Od swoich podwładnych wymagał dyscypliny i solidnej pracy, ale jeszcze więcej wymagał od siebie. Za swoją działalność został uhonorowany wieloma prestiżowymi nagrodami, w tym Nagrodą Ministra Edukacji Narodowej, Nagrodą Kuratora Oświaty, Złotym Krzyżem Zasługi oraz Medalem za Zasługi dla Ziemi Jarocińskiej. Ówczesny dyrektor szkoły, Antoni Hoffa, pisał o nim: „Pan Jan Lipiński jest wzorem nauczyciela i przełożonego bezgranicznie oddanego szkole.” Również po zakończeniu pracy zawodowej żywo interesował się losami szkoły. Cieszyły go sukcesy uczniów i nauczycieli, z dumą obserwował rozwój jarocińskiej „dwójki”, której poświęcił tak wiele lat swojego życia. Jan Lipiński zmarł w wieku 90 lat. Został pochowany na Cmentarzu Komunalnym w Jarocinie w sobotę 18 października.
  12. Bartosz Majsnerowski (1985-2025)Strażak PSP w Jarocinie oraz druh OSP. St. ogn. Bartosz Majsnerowski z Państwową Strażą Pożarną w Jarocinie był związany 14 lat. Służbę rozpoczął pod koniec 2007 r. jako stażysta, a zakończył w listopadzie 2021. Początkowo był strażakiem ratownikiem. Służył w Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej. Potem pracował na stanowisku dyżurnego operacyjnego Komendy PSP w Jarocinie. Aktywnie wspierał reaktywację jednostki OSP w Radlinie, a w latach 2016-2021 pełnił tam funkcję zastępcy naczelnika. Jego karierę w tej formacji przerwała ciężka, nieuleczalna choroba. W 2020 roku lekarze zdiagnozowali złośliwy nowotwór mózgu. Sytuację skomplikował fakt, że guz znajdujący się w głowie okazał się nieoperacyjny. Możliwe było jedynie natychmiastowe rozpoczęcie chemioterapii i radioterapii. Dzięki temu stan zdrowia Bartosza Majsnerowskiego przez pewien czas był stabilny. Niestety, koszmar powrócił we wrześniu 2023 roku. Stwierdzono wtedy progresję choroby. Konieczne stało się znów intensywne leczenie. Uruchomiona została zbiórka na platformie siepomaga.pl. W sierpniu ubiegłego roku strażacy zorganizowali turniej, z którego dochód był przeznaczony na leczenie ich kolegi. Bartosz Majsnerowski zmarł we wtorek, 18 marca, w wieku 40 lat. Śmierć poruszyła środowisko strażackie. - Trudno w to uwierzyć, że Bartek nie żyje. Poznaliśmy się w straży pożarnej. Szybko zaprzyjaźniliśmy się. W 2010 roku byliśmy razem na kursie podoficerskim w Poznaniu. Zawsze służył nam swoją pomocą. Był moim zastępcą i wspierał mnie, jak tylko mógł - mówił Piotr Andruszkiewcz, naczelnik OSP Radlin. Podobne wspomnienia mają koledzy z PSP w Jarocinie. - Śp. Bartosz Majsnerowski był wyróżniającym się funkcjonariuszem, który zawsze z pełnym profesjonalizmem i zaangażowaniem wykonywał obowiązki służbowe. Jego służba w szczególności związana była z realizacją zadań operacyjnych w stanowisku kierowania komendanta powiatowego. Był przede wszystkim wspaniałym człowiekiem, współpracownikiem i przyjacielem. Służył pomocą i dobrą radą w trudnych chwilach. Swoim charakterystycznym poczuciem humoru zawsze potrafił poprawić życiowy optymizm innych osób. Takiego go właśnie zapamiętamy - mówił mł. asp. Adrian Augustyniak. Zmarły strażak osierocił dwójkę dzieci. Msza pogrzebowa odprawiona została w kościele o.o. Franciszkanów w Jarocinie. Pogrzeb odbył się na Cmentarzu Komunalnym w Jarocinie.
  13. Anna Michalska (1921-2025)Najstarsza mieszkanka gminy Jarocin. W chwili śmierci miała 104 lata i dwa miesiące. Urodziła się 11 czerwca 1921 roku w Stefanowie. Jej rodzicami byli Marianna i Stefan Solińscy. Miała aż jedenaścioro rodzeństwa. Szkołę podstawową ukończyła w Golinie. Jako szesnastolatka, po śmierci matki, musiała zająć się wychowaniem młodszego rodzeństwa. W czasie wojny pracowała u Niemca, który stacjonował w Golinie. W 1947 roku wyszła za mąż za Stanisława Michalskiego, a w kolejnym roku urodziła bliźniaki - córkę i syna. Cała rodzina wyprowadziła się do Wrocławia. Pani Anna podjęła pracę w szkole. W 1949 roku na świat przyszło trzecie dziecko, drugi syn. Sentyment ciągnął ich jednak z powrotem w rodzinne strony. W 1962 roku wybudowali dom w Golinie i tu się przeprowadzili. Życie nie oszczędzało Anny Michalskiej. W 1964 roku zginął jej syn, potrącony przez pijanego kierowcę samochodu. Cztery lata później pochowała drugiego syna, który przez kilka lat walczył z chorobą nowotworową. Jej ukochany mąż zmarł w 1984 roku. Sama w wieku 75 lat zachorowała na nowotwór, który udało jej się pokonać. Jako 100-latka musiała zmagać się z covidem. Wnuczki wspominają: „Od końca grudnia do marca była tak ciężko chora, że był z nią utrudniony kontakt. Oddychała przy pomocy koncentratora tlenu. Całą chorobę spędziła w domu. Jednego dnia jakby obudziła się ze „śpiączki" i powiedziała: ,,Przepraszam, czy dostanę dziś coś dobrego do jedzenia". Od tego dnia wróciła jej świadomość. Zaczęła nas poznawać. Uczyła się na nowo trzymać widelec, łyżkę, szklankę. Przy pomocy masażystki i rehabilitanta na nowo uczyła się chodzić przy chodziku. Do marca 2025 r. była w pełni sprawna. Później zachorowała na dwie infekcje, który osłabiły jej organizm. Już nie chodziła, tylko siadała na łóżku. Do ostatnich chwil była świadoma. Bardzo chciała żyć. W 104. urodziny powiedziała: „To teraz do 105.” (...) Mówiliśmy na nią: „wojownicza księżniczka”, bo nią dla nas była”. Uroczystości pogrzebowe Anny Michalskiej odbyły się we wtorek, 5 sierpnia. Najstarsza mieszkanka gminy Jarocin została pochowana na cmentarzu w Golinie.
  14. Elżbieta Mnich (1960-2025)Wieloletnia skarbniczka Gminy Nowe Miasto, funkcję tę pełniła aż przez 34 lata - od początku samorządu w III Rzeczpospolitej. Elżbieta Mnich rozpoczynała swoją pracę w nowomiejskim urzędzie gminy jednocześnie z wójtem Aleksandrem Podemskim, który podobnie jak ona pracował na swoim stanowisku przez 34 lata. - Była z wykształcenia ekonomistką. To była tradycja rodzinna, bo księgowym był również jej ojciec. Pani Ela była uosobieniem pracowitości i uczciwości. Jednocześnie była otwarta na współpracę z każdym. Składy rad się zmieniały, ale ona zawsze była przez nich ceniona. Nikt nie miał do niej żadnych zastrzeżeń. Z ogromną cierpliwością tłumaczyła wszystko na posiedzeniach rady i na komisjach. Miała zawsze czas dla innych. Ostatnia wychodziła z pracy. Często pracowała do wieczora. Nie było umowy, której by nie przeczytała. Jeśli nie zdążyła tego zrobić w pracy, zabierała papiery do domu. Jej życie to była w większości praca. Chętnie dzieliła się swoją wiedzą i doświadczeniem z osobami z innych samorządów. Nie zamykała się na innych. Polecana była jako osoba bardzo kompetentna, fachowa. Nie chodziła nigdy na zwolnienia. Wszystko musiała mieć dopięte na ostatni guzik, a żadne pytanie nie mogło zostać bez odpowiedzi. Praca dla społeczności lokalnej była dla niej najważniejsza. Wszystko, czego się podejmowała, robiła z pasją. W ostatnim czasie czuła się coraz bardziej zmęczona. Była bardzo wymagająca - zarówno dla siebie, jak i dla innych. Była w tym wszystkim szczera i bezpośrednia, czasem wręcz do bólu. To wielka strata dla lokalnej społeczności - wspomina zmarłą Aleksander Podemski. Elżbieta Mnich zmarła nagle w środę, 13 sierpnia, w wieku 65 lat.
  15. Marek Pawlak (1957-2025)Długoletni leśniczy leśnictwa Góra, który całe swoje życie zawodowe poświęcił pracy na rzecz lasów i przyrody. Marek Pawlak urodził się 17 marca 1957 roku w Pobiedziskach. Jego ojciec, Franciszek, także był leśniczym w Nadleśnictwie Jarocin, co niewątpliwie miało wpływ na wybór jego drogi zawodowej. Po ukończeniu Technikum Leśnego w Goraju w 1978 roku od razu rozpoczął pracę w Nadleśnictwie Jarocin, najpierw jako stażysta, a następnie - przez kolejne lata - pełniąc różne funkcje i zdobywając terenowe doświadczenie. Od podleśniczego w leśnictwach Cząszczew, Cielcza, Góra czy Roszków, po leśniczego w Leśnictwie Góra, które od 2006 roku stało się jego zawodową przystanią. Przez całe życie zawodowe rozwijał swoje umiejętności, zdobywając tytuły inżyniera leśnictwa i magistra na leśnych uczelniach w Poznaniu i Warszawie. Jako leśniczy, który przez prawie 20 lat pracy opiekował się lasami Leśnictwa Góra, dał się poznać jako prawdziwy „borus", leśnik traktujący swoją pracę jak misję, z wielkim oddaniem, zaangażowaniem i profesjonalizmem. W Nadleśnictwie Jarocin przepracował ponad 46 lat, poświęcając wiele, by lasy, którymi zarządzał, zachować dla kolejnych pokoleń. Ostatnie miesiące życia leśniczego Marka Pawlaka były naznaczone ciężką chorobą, której nie udało mu się pokonać. Zmarł 24 stycznia 2025 roku w wieku 67 lat.
  16. Marek Przymusiński (1945-2025)Pierwszy burmistrz Jarocina w czasie III Rzeczypospolitej, wybrany przez Radę Miasta i Gminy Jarocin, wyłonioną w pierwszych wolnych wyborach samorządowych po 1945 roku. Pełnił swój urząd w latach 1990-1994. Urodził się 9 września 1945 roku. Jego rodzina związana była z Jarocinem od wielu pokoleń. W 1963 roku ukończył Liceum Ogólnokształcące im. T. Kościuszki w Jarocinie. Z wykształcenia był prawnikiem. W 1977 roku ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Uprawnienia radcy prawnego uzyskał w 1980 roku. Karierę zawodową rozpoczął od stażu w PGR Rusko (1969-1971). Potem wyjechał na 2 lata na Węgry pracować fizycznie. Po powrocie został referentem w Kaliskim Przedsiębiorstwie Budowlanym (1972-1977). Dopiero w tamtym czasie ukończył studia. W kombinacie PGR Raszewy, gdzie pracował w latach 1977-1982 był specjalistą do spraw pracowniczych. Tam też został przewodniczącym komisji zakładowej NSZZ „Solidarność" (1980-1982). Kiedy przyszedł stan wojenny, został zwolniony. Ukończył aplikację radcowską i zaczął wykonywać zawód doradcy prawnego. W 1989 roku został przewodniczącym Komitetu Obywatelskiego w Jarocinie. Urząd burmistrza Jarocina objął 13 czerwca 1990 roku. Był kandydatem Komitetu Obywatelskiego „Solidarność". Marek Przymusiński sprawował ten urząd przez 4 lata. Potem przez krótki czas był prezesem zarządu Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej we Wrześni. Jeszcze w 1994 roku wrócił do zawodu prawnika. Najpierw miał kancelarię finansowo-prawną, a cztery lata później otworzył kancelarię adwokacką. Ważna dla niego była również jego rodzina. Razem z żoną Ewą mieli dwóch synów, z których jeden - Bartłomiej - poszedł w ślady ojca, ukończył studia prawnicze i został sędzią. Po zakończeniu kadencji burmistrza, Marek Przymusiński nadal działał na rzecz samorządu lokalnego - między innymi jako radny powiatowy i gminny. - Marka Przymusińskiego poznałem wiele lat temu. Jednak nasze drogi zaczęły się bardzo często przecinać od roku 1990, kiedy został pierwszym burmistrzem Jarocina. On wraz z innymi samorządowcami budował lokalną niepodległą Polskę, ja z całym zespołem "Gazety Jarocińskiej" niezależne media - tak ważne dla demokracji. Niejednokrotnie między władzą a mediami dochodziło do "iskrzenia" i nie zawsze się zgadzaliśmy. Jednak i Markowi, i mnie chodziło o sprawę fundamentalną - o dobro i powodzenie Jarocina. Marek, jako burmistrz Jarocina, miał chyba najtrudniejsze zadanie. Odkrywał swoistą „terra incognita”, jaką wtedy była samorządność lokalna. I robił to z poświęceniem i pasją. Później, gdy już przestał być burmistrzem, też poświęcał wiele swojej energii na sprawy samorządu lokalnego - już jako radny. W tamtym czasie i później mieliśmy naprawdę świetne relacje - mówiłem wtedy o burmistrzu Przymusińskim. „Tata kochał życie, był społecznikiem, działał w podziemnej Solidarności, był radcą prawnym, a potem adwokatem Okręgowej Rady Adwokackiej, pierwszym wybranym w wolnych wyborach (wtedy przez nowo wybraną radę miejską) burmistrzem gminy Jarocin, później radnym kilku kadencji. Zawsze kierował się wiernością własnym zasadom. Urodził się i całe życie mieszkał w Jarocinie. W zeszłym roku obchodzili z mamą 50-lecie małżeństwa. Kochał swoją wnuczkę i wnuków” - napisał w mediach społecznościowych syn zmarłego, znany działacz Iustitii, sędzia Bartłomiej Przymusiński. W związku ze śmiercią pierwszego burmistrza władze miasta wprowadziły żałobę na terenie gminy. Uroczystości żałobne odbyły się w sobotę, 11 stycznia. Zapoczątkowała je msza święta pogrzebowa w kościele świętego Marcina w Jarocinie. Marek Przymusiński został pochowany na cmentarzu parafialnym. Zmarł w piątek 3 stycznia 2025 r. po ciężkiej chorobie. W tym roku obchodziłby 80. urodziny.
  17. Wiesław Rybka (1954-2025)Przedsiębiorca, założyciel firmy “Eltrans” i “Eko-Eltrans” w Jarocinie. Przez wiele lat zajmował się usługami transportowymi, również na skalę międzynarodową. Znany był jednak też dzięki temu, że angażował się w działalność społeczną i charytatywną. Nigdy nikomu nie odmawiał pomocy - wspominają najbliżsi. Wiesław Rybka urodził się w Jarocinie 3 września 1954 roku. Ukończył Technikum Rolnicze w Tarcach, kierunek mechaniczny. Jego rodzice Janina i Florian byli założycielami firmy rzemieślniczej, która z czasem dała podwaliny pod obecne przedsiębiorstwo RBB Stal. W latach 90. zajął się spedycją towarów oraz transportem krajowym i międzynarodowym w stworzonej przez siebie firmie „Eltrans". I była to główna dziedzina jego działalności. Później spółka zaczęła zajmować się m.in. utrzymaniem porządku na terenie Jarocina i wywozem odpadów. W 1992 roku przejęli te obowiązki od zakładu komunalnego. Powstała firma „Eko-Eltrans". Wiesław Rybka prowadził nie tylko działalność gospodarczą, ale angażował się również w wiele przedsięwzięć społecznych i charytatywnych. Brał udział w tworzeniu wielu wydarzeń kulturalnych w Jarocinie, m.in. Ogólnopolskich Prezentacji Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnych „My też możemy się śmiać", które w Jarocińskim Ośrodku Kultury organizował Bogusław Harendarczyk. Angażował się także we współpracę Jarocina z holenderskim Veldhoven. - Miał trudny charakter, bo był bardzo uparty, ale miał bardzo dobre, wręcz gołębie, serce. Jego wielką pasją było wszystko to, co związane z transportem i samochodami, ale lubił też historię, wojsko. Lubił spędzać czas nad wodą. Ważne były dla niego tematy związane z rybołówstwem, ochroną środowiska i hippiką. Angażował się też w działalność Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Lubił podróżować i robił to często. Jeździł w wiele miejsc, które kilkadziesiąt lat temu nie były dostępne dla wszystkich - wspominały zmarłego jego córki. Nigdy nikomu nie odmawiał pomocy. Współpracował m.in. ze śp. burmistrzem Markiem Przymusińskim. Organizował np. pierwszego sylwestra w Jarocinie. Był człowiekiem, który żył z pasją i miał odwagę. Wiele osób za to go podziwiało. Lubił, jak się coś działo. Żył akcjami. On to kochał. Wspólnie z żoną Elżbietą wychował trójkę dzieci: dwie córki – Klaudię i Magdalenę oraz syna Łukasza. Doczekali się też trójki wnucząt. Trzy lata temu przeszedł przeszczep serca. Był najstarszym pacjentem, u którego wykonano taki zabieg. Znalezienie dawcy graniczyło z cudem, ale się udało. Po operacji starał się realizować swoje kolejne marzenia i pokazywać, że nawet po takich doświadczeniach można nadal prowadzić aktywny styl życia. Pokonał m.in. Wielką Pętlę Wielkopolski, czyli najdłuższy w Polsce szlak wodny, liczący niemal 700 kilometrów na rzekach i jeziorach. Pływał też na Bałtyku. Niestety radość z nowego rozdziału w życiu rok temu zakłóciła kolejna diagnoza. Tym razem stwierdzono nowotwór płuc. Walczył do końca i nie poddawał się, ale przeciwnik okazał się silniejszy. Zmarł we wtorek 14 stycznia. Miał niecałe 71 lat. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w piątek. Msza św. w intencji zmarłego została odprawiona w kościele św. Marcina w Jarocinie. Wiesław Rybka został pochowany na cmentarzu parafialnym.
  18. Jacek Sikorski (1959-2025)Odszedł nagle, o wiele za wcześnie, miał 66 lat. Był znanym w Jarocinie taksówkarzem "Jack Taxi". "Uwielbiał swoją pracę TAXI 20, mam nadzieję, że w niebieskiej krainie jeździ już swoim wymarzonym samochodem z salonu i żartuje z klientami" - napisała jego córka Magdalena. Gdy na Facebooku pojawiła się informacja, że Jacek Sikorski nie żyje, natychmiast posypały się komentarze, że odszedł "wspaniały, pogodny człowiek". "Super człowiek, lubił pogadać, pożartować, pośmiać się. Niewielu takich ludzi na świecie" - napisał pan Krzysztof. Odezwała się do nas córka pana Jacka - Magdalena Sikorska, która chciała pożegnać tatę za naszym pośrednictwem. "Ciężko mi w to wszystko uwierzyć, ale w piątek 17 października 2025 roku nagle zmarł mój najukochańszy Tatuś, człowiek o WIELKIM SERCU. Był takim Tatą, o jakim każdy marzy: czułym, opiekuńczym, wesołym, kochającym, obecnym w moim życiu. Nigdy nikomu nie odmówił pomocy, zawsze uśmiechnięty, pełen życia. Tatuś potrafił z każdym nawiązać kontakt, był duszą towarzystwa, zawsze wypachniony, elegancki gentleman, uczuciowy, wrażliwy, mądry" - napisała. W dalszej części wspomnień czytamy: "Był bardzo dumny, że jest Seniorem Rodu Sikorskich, bardzo kochał Rodzinę, była dla niego najważniejsza. Był wspaniałym dziadkiem. Uwielbiał swoją pracę TAXI 20, mam nadzieję, że w niebieskiej krainie jeździ już swoim wymarzonym samochodem z salonu i żartuje z klientami. Zapamiętamy Twój śmiech i poczucie humoru. Byłeś dla Nas wszystkim. Nic już nie będzie takie samo. Dziękuję Ci za wszystko Tato, byłeś najwspanialszy. Kocham Cię Twoja Madziula". Pogrzeb Jacka Sikorskiego odbył się we wtorek, 21 października. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Jarocinie.
  19. Kinga Urbaniak (1993-2025)Od lat działała w Związku Harcerstwa Polskiego. Była bardzo zaangażowaną instruktorką. Lubiła biwaki w lesie. Organizowała harcerskie rajdy. Do wszystkiego podchodziła z uśmiechem i zapałem. Prowadziła bardzo aktywne życie. W 2019 roku, podczas wyborów w jarocińskim hufcu, została zastępczynią komendantki ds. kształcenia i pracy z kadrą. Była między innymi przewodniczącą Międzyhufcowego Zespołu Kadry Kształcącej „Kalami”. W 2023 roku, przy okazji obchodów 110-lecia harcerstwa na Ziemi Jarocińskiej, stworzyła i koordynowała projekt „Akademia Młodego Lidera”. Angażowała się nie tylko w harcerstwo. Miała duży talent muzyczny. Przed laty razem z siostrą Oleną należały do golińskiego zespołu „Yankee”, w skład którego wchodzili uczniowie i absolwenci tamtejszego gimnazjum, a później do młodzieżowej formacji „Dzieciuff Squad”. Obie grupy prowadził Tomasz Jankowski, obecnie dyrektor Szkoły Podstawowej w Golinie i prezes Stowarzyszenia Edukacyjnego „Gimnazjum 2000”. „Piosenki nigdy nie umierają. Ludzie niestety tak. Ale dzięki nim pozostają na zawsze w pamięci. Do zobaczenia Kinia gdzieś tam” - napisał na swoim profilu i załączył jedną z piosenek, w których zaśpiewała Kinga Urbaniak. Bardzo emocjonalny wpis zamieścił na swoim fanpage'u Hufiec ZHP im. Lotnictwa Polskiego w Jarocinie: „Dziś odeszła od nas hm. Kinga Urbaniak - instruktorka, mentorka i inspiratorka, a przede wszystkim przyjaciółka i podpora jarocińskiego harcerstwa. W taki dzień, jedyne co możemy, to przytoczyć jej słowa sprzed blisko 3 miesięcy: „A gdyby tak codziennie podjąć ten wysiłek i pomyśleć trochę o dniu, który minął? Komu z Was chociaż raz kiedykolwiek przeszła przez głowę myśl: A co, gdyby to był ostatni rok mojego życia? Rzuciłam sobie wyzwanie, przez rok żyjąc z tą myślą z tyłu głowy... I wiecie co? Wnioski bardzo mnie zaskoczyły, bo okazało się, że podróż dookoła świata to nie jest coś, czego chciałabym najbardziej. Na szczęście przeżyłam taką podróż, skrupulatnie śledząc piękną przygodę Aniki i Włodka. Zamiast podróży wybrałam czas z rodziną, dzięki czemu mogłam między innymi oglądać każdy najdrobniejszy krok w rozwoju mojego dwulatka. Ponadto również: robię rzeczy, które sprawiają mi przyjemność, dostrzegam, ilu dobrych ludzi mnie otacza każdego dnia, zachwycam się pięknem tego świata, słucham ludzi i poznaję ich życiowe historie, z nikim nie miałam kłótni, sprzeczki i tym podobne, mniej narzekam, choć powodów wiele... Jako społeczeństwo z łatwością przychodzi nam znajdowanie powodów do narzekania. Przykrywają nam one powody do cieszenia się z tego, co nas spotyka. Na urodziny życzę sobie więc, by każdemu, kto to czyta, udało się odwrócić tę zależność - niech łatwo przychodzą nam powody do cieszenia się z codzienności! Pod choinkę natomiast proszę, by każdy dostał worek wzajemnej życzliwości i wdzięczności. To tylko tyle czy aż tyle? O dużo proszę?” W mediach społecznościowych harcerze i instruktorzy na znak żałoby po śmierci Kingi Urbaniak zamieszczali zamiast zdjęć profilowych krzyż ZHP przepasany kirem, a w relacjach pojawiły się czarno białe zdjęcia z różnych hufcowych wydarzeń. Komendant jarocińskiego hufca, phm Krzysztof Pelec, wprowadził miesięczną żałobę w związku ze śmiercią hm Kingi Urbaniak. W swoim rozkazie specjalnym podkreślił, że 5 marca na zawsze pozostanie w pamięci harcerskiego środowiska jako dzień śmierci hm. Kingi Urbaniak. „Była ona nieustannie aktywną instruktorką, mentorką i inspiracją dla wielu młodych harcerzy. Cenionym kształceniowcem i główną „Pajęczycą”. Druhna Kinga wstąpiła w szeregi Związku Harcerstwa Polskiego w 2003 roku. Po złożeniu Przyrzeczenia Harcerskiego w 2005 roku w 36. Drużynie Harcerskiej „Zwiad” im. Armii Poznań aktywnie poszukiwała swojej harcerskiej ścieżki. Składając zobowiązanie instruktorskie w 2011 roku, postanowiła, że jej polem służby będzie wspieranie harcerskich środowisk. Wsparcie to rozwijała i umacniała jako instruktorka, koncentrując się na kształceniu kadry i pracy z nią. Zapamiętamy jej kursy i zajęcia - zawsze prowadzone z uśmiechem i empatią. Kinga pozostanie w naszej pamięci jako liderka, która budowała zespoły poprzez własny przykład. Potrafiła pokazać, że można łączyć różne funkcje, nie zapominając jednocześnie, że poza harcerstwem istnieje świat, który warto poznać i doświadczyć” - czytamy w komunikacie, przeznaczonym do odczytania we wszystkich drużynach i gromadach działających w ramach jarocińskiego hufca ZHP. Komendant podkreślił również, że w minionym roku Kinga Urbaniak dała im przykład, jak czerpać z życia pełnymi garściami. „Mimo choroby, która stopniowo osłabiała jej siły, nie przestawała realizować swoich harcerskich marzeń - aż do ostatnich chwil, dopóki starczyło jej energii. Jej odejście pozostawia w nas ogromną pustkę, ale także uczy, jak ważne jest bycie w zgodzie z samym sobą. Druhno Kingo! Zostawiasz wielką pustkę w naszych sercach!” - napisał w treści rozkazu specjalnego. O śmierci Kingi Urbaniak poinformowała rodzina w środę, 5 marca. Miała zaledwie 32 lata, odeszła po walce z ciężką chorobą. Harcerze i zuchy wspólnie odprowadzili Kingę Urbaniak na wieczną wartę. Msza święta pogrzebowa została odprawiona w sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Golinie. Zmarła instruktorka spoczęła na miejscowym cmentarzu.

Więcej z Jarocina

Więcej →

Polecane dla Ciebie

Taboola · placeholder

Masz informację?

Coś ważnego dzieje się w Twojej okolicy?

Masz zdjęcie lub film? Daj znać naszej redakcji — sprawdzimy każdą informację z Jarocina i okolic.

Dziennikarz dyżurny · redakcja@jarocinska.pl

Komentarze4

  • jarocinianin · 12 min temu

    Dziękuję redakcji za rzetelne informacje z naszego terenu.

    Redakcja jarocinska.pl · 5 min temu

    Dziękujemy za komentarz. Sprawdzimy to i zaktualizujemy tekst, gdy tylko będziemy wiedzieć więcej.

  • Marek z Żerkowa · 2 godz. temu

    Zgadzam się z przedmówcą. Takich inicjatyw powinno być więcej.

  • Ewa · 3 godz. temu

    Mam nadzieję, że ktoś z urzędu to przeczyta i wyciągnie wnioski.