„Trzeba się odważyć”. Piotr C. Kowalski o życiu i sztuce w Muzeum Regionalnym w Jarocinie
W niedzielę, 8 lutego, w Jarocinie odbyło się spotkanie z Piotrem C. Kowalskim. Malarz i performer z charakterystycznym dla siebie dystansem i humorem opowiedział o artystycznej drodze, którą przeszedł - od pierwszych prób malarskich do autorskiej koncepcji „niemalowania” obrazów.
Piotr C. Kowalski to niezwykły artysta, którego nie da się wsadzić w żadne ramy. Podobnie zresztą jak jego dzieła - podkreśliła Beata Frąckowiak-Piotrowicz, która prowadziła spotkanie.
Zapytała malarza m.in. o to, czy wychowanie w Mieszkowie miało wpływ na jego drogę twórczą. Odpowiedział szczerze.
Tak, bo ja nie cierpiałem ani żniw, ani sianokosów, ani wykopków. To była straszna robota - mówił.
Już w latach młodości wyróżniał się w małej społeczności.
Z wojska wyszedłem po dwóch latach, w kwietniu. Egzaminy na studia były w czerwcu. Więc przez dwa miesiące tylko się przygotowywałem, po cichu, na strychu. Malowałem, rysowałem. A inni, jak wracali z Jarocina, to widzieli, że u Kowalskich się pali światło i było, że „Piotruś maneguje”, albo, że „on nic nie robi”.
Dalsza część tekstu pod wideo
Czytasz nas często?
Dodaj jarocinska.pl jako źródło w Google. Dzięki temu nasze lokalne wiadomości mogą częściej pojawiać się w Twoich wynikach.
Obrazy Piotra C. Kowalskiego tworzą się same
Kowalski piął się po kolejnych stopniach edukacji, aż sam zaczął nauczać innych, jako profesor m.in. w Instytucie Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej, Akademii Sztuki w Szczecinie czy Collegium Da Vinci w Poznaniu. Od kiedy przeszedł na emeryturę ma poczucie, że nic nie musi i to stan, który bardzo mu odpowiada.
Tworzy obrazy i nie tylko - w wielu technikach. Używa m.in opon samochodowych, odcisków butów przechodniów, deszczu czy spadających z drzewa owoców. To dlatego - jak sam opisuje - jego dzieła niekiedy „tworzą się same”. Jest otwarty na eksperymenty, które łamią obowiązujące kanony i przyzwyczajenia.
Którą ze swoich prac uważa za przełomową?
Może właśnie te obrazy, których nie musiałem malować, bo wynikły w sposób naturalny - mówił artysta.
Jagodowy performens Piotra C. Kowalskiego
Znany jest również z performensów. Jeden z nich - „Na jagody”, wykonał po spotkaniu w Jarocinie. Najpierw zamoczył ręce w soku jagodowym, potem odbił je na papierze. „Pomalował” również płótno, koszulkę i włosy.
Jagody wykorzystał też do stworzenia swojego obrazu „Martwa natura”. Wszystko zaczęło się od prozaicznej sytuacji - Kowalski zbierał w lesie owoce dla swojej trzyletniej córki. Dopiero po wyjściu z lasu dostrzegł tablicę informującą o zakazie zbiorów z powodu skażenia terenu. Nie chciał ich wyrzucić. Zamiast tradycyjnych farb, Kowalski wykorzystał zebrane owoce jako surowiec malarski. W akcie buntu przeciwko „grzecznym pejzażom”, które malowali inni uczestnicy pleneru, zaczął wgniatać jagody w płótno.
W sztuce ważny jest przypadek, ale trzeba jeszcze umieć go wykorzystać. Trzeba mieć odwagę. Nie wstydzić się tego, co się robi, nie być takim jak inni - podkreślał w Jarocinie artysta.
Uczestnicy spotkania chętnie zaopatrywali się w jego najnowszą, autobiograficzną książkę „I INNI, I INNE i ja”, wydaną przez Galerię Miejską Arsenał w Poznaniu. Można ją kupić w sklepie Muzeum Regionalnego w Jarocinie oraz w sklepie internetowym poznańskiego Arsenału.
Bądź na bieżąco
Najważniejsze wiadomości z Jarocina i okolic raz dziennie w Twojej skrzynce.
